|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
agniecha
Gaduła
Dołączył: 22 Lip 2009
Posty: 591
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z daleka... Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Czw 15:10, 30 Lip 2009 Temat postu: eutanazja...kto mi odpowie? |
|
|
...przepraszam,straszne to pytanie,ale dręczy mnie od 6 lat,wiem też,że niełatwo na nie odpowiedzieć...pytałam różnych weterynarzy,ale nie chcą mówić...w przypadku eutanazji co przestaje pracować pierwsze,jak już mózg zaśnie-układ oddechowy czy serce?
...nie wiem,może nie powinnam pytać,bo po co...ale strasznie mnie to męczy,wybaczcie...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
mala_czarna
Moderator
Dołączył: 08 Mar 2007
Posty: 1829
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 11 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Wto 10:59, 04 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
Mogę Ci teraz o tym powiedzieć, bo teraz potrafię mówić o tym. Chociaż mam cały czas w pamięci ten ostatni dzień. Boli bardzo, nie przestanie nigdy boleć, ale jeśli chcesz wiedzieć jak to wygląda to jest tak:
piesek zostaje najpierw poddany zabiegowi premedykacji. Innymi słowy, dostaje taki zastrzyk, który go "ogłupia", pozbawia świadomości, znosi lęk. Piesek kompletnie nie wie co się z nim dzieje - jest nieświadomy i przede wszystkim bardzo spokojny. U nas trwało to około 10 minut. Później, dostaje ten właściwy zastrzyk (przepraszam, ale nie wiem jak to nazwać). To zdaje się jest morbital. Zastrzyk ten podawany jest dożylnie. Piesek nic nie czuje, uwierz mi. Nasza kochana pani doktor siedziała jeszcze u mnie ponad pół godziny, sprawdzając czy na pewno serduszko stanęło.
Agnieszka, nie myśl o tym teraz. Nie zadręczaj się, bo zwariujesz.
To tyle...
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez mala_czarna dnia Wto 11:03, 04 Sie 2009, w całości zmieniany 2 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
agniecha
Gaduła
Dołączył: 22 Lip 2009
Posty: 591
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z daleka... Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Wto 18:13, 04 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
...ech mała czarna ja to wszystko wiem,znam te procedury(jestem zootechnikiem)i doświadczyłam tego już kilka razy,ale wiesz wciąż mnie to dręczy...masz rację,po co o tym myśleć i tak jest cieżko...ważne to,że one już wtedy nie cierpią,nie boli...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
Dalmatina
Administrator
Dołączył: 06 Mar 2007
Posty: 364
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 12 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Warszawa Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Nie 0:02, 30 Sie 2009 Temat postu: |
|
|
My też przez to przeszliśmy i też była z nami nasza weterynarka. Wszystko odbyło się bardzo bardzo spokojnie. Opis zgodny z tym co opisała mala_czarna, do dziś nie umiem o tym pisać bez emocji. W przypadku Uny serce było bardzo silne, ale woda w płucach. Mój mąż który trzymał jej ręce na piersiach wiedział kiedy ono stanęło, ja siedziałam przy głowie i mówiłam do niej spokojnie.
Nie wiem co chciałabyś wiedzieć... nie do końca rozumiem. Ja gdybym mogła, gdybym wiedziała, że jest szansa jakakolwiek nigdy bym się nie zdecydowała. Miałam do wyboru pozwolić jej cierpieć kilka dni (a stan był tak ciężki, już byly za nią trudne dni, nie wstawała, nie jadła, ledwo oddychała, miała oczopląs, męczyła się) i dusić się, albo przynieść jej ulgę.
Jeśli możesz jeszcze o tym nie myśl... Zbieraj raczej siły do walki.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|